*** (6)
Trzymam wieżę z klocków siłą woli
Wzrok mój utrzymuje pion nawet gdy śpię
A gdy mam się położyć to tylko stojąc.
Muszę opanować miłosne drżenie
Ode mnie zależy by zachować święty spokój
A nic nie wytrąci układanki z równowagi.
Myśli krnąbrne rzucają się w przepaść
Na poduszkę urojeń, na ciągłe zapominanie
Łamiąc kark znowu się odradzają
I szepczą, szepczą do ucha poemat bzdur.
I chichoczą
I znowu mnie nad przepaść prowadzą.
Przestańcie do mnie mówić półgłosem
Przestańcie chodzić na paluszkach
Odsuńcie się chociaż na metr
Przecież trzymam wieżę z klocków siłą woli
I musze opanować miłosne drżenie
A pion najtrudniej utrzymać gdy krzyczę.