*** (14)
Dojrzałam wysoko nade mną kruki
Pozdrawiały mnie słowami własnego języka
Tak długo się nie widzieliśmy
A jednak zapamiętały, że kiedyś na nie patrzyłam.
Z ukrycia przez szybę podglądałam je siedzące
Na bezlistnych gałęziach drzewa w tym roku ściętego
I miałam nadzieję wtedy, że nigdy się to nie zmieni
Dopóki ze skrzydeł nie opadną im na starość pióra.
Lećcie - skrzydłami uderzajcie mocno
Nie jestem wstanie was zatrzymać
Ani wy nie możecie zmusić mnie do odlotu.
Zatrzaśnięta w skrupułach głupich sentymentów
W nocy wkładam do poduszki pióra...
Tom 4 - Chimera
7 września 2000