*** (20)

W półmroku przez pół roku na pustkowiu
Kamień dziczeje w samotności
Uodparniając się na wieczność...
Po tygodniu wyrośnie z niego strach na ludzi
Przesiąknięty wonią ziemi.


Zimą zakwitną piszczele na czerwono
Woń słodko rozniesie się po śniegu
Zwabi pobliskich żebraków do mojego stołu...
Na ucztę w cieniu włosów oszronionych opium.


Siedzący wokół przemienią się w pająki
Sami z siebie pobudzą drapieżną rządzę
Dotąd cicho chrapiącą w zakamarkach łachmanów...
W amoku zaczną rozwieszać sieci
Będą w nich uśmierzać światło topiące śnieg.


Potem zajrzą do kropli rosy jak do kryształowej kuli
Skupią się na punkcie poprzedzającym trwanie
Potem znowu otworzą oczy znając kolejne jutra...
Tak odczytane jak linie na dłoni przez wróżkę.


Na ustroniu dziwów leżą ludzie skuleni z zimna
Przejrzeli się w lustrach starszych od siebie
I nie wrócili już stamtąd tacy radośni...


Tom 4 - Chimera
6 stycznia 2001