*** (18)
Zeskoczyli z przestworzy
Z najniższej gałęzi w hierarchii nieba
Nie zdążyły im nawet opaść na ramiona skrzydła
A oni już od godziny stali za naszymi plecami
Śmiali się...
Ich twarze jakby otchłanie wygasłe i porosłe trawą
Zdawały się rozpływać pod wpływem deszczu
Na przemian zapadając się w cień i w śmiech...
A mimo to nadal bezczelnie patrzyli nam w oczy
Gdy się uśmiechasz niczym nie różnisz się od nich
Wyglądasz jak demon zesłany za karę do ciała
I chyba bawi cię fakt, że ja też tak wyglądam
Gdy deszcz rozmyje mi na twarzy makijaż...
Jest w nich coś wspólnego z nami
Śmiertelnymi i grzesznymi
Coś boskiego, ale nie świętego...