*** (28)
I powiedziała: nie - na wszystko przed czym chcieli ją chronić
Podali kawę wystygłą i zmieszali łyżeczką cukier
Stolik z kawiarni postawili w parku dla lepszego cienia
A ona nadal uważała, że raz spojrzeć
Tak od razu, bez protestów – znów powiedziała: nie
Bała się, że zapomni o istnieniu przepaści
Że zobojętnieje na kamienie, o które przestanie się potykać
Że zacznie omijać kałuże na które nie będzie mieć czasu...
Nie – ona chciała widzieć zwykłe cuda...
Na oczach miała opaskę już prawie przetartą
W szlafroku świateł chciał ją skusić świt
Obnażał ciepłością ciało rosnące w dzień
Aż zerwał jej z twarzy szarfę czekania ostatniej chwili...
- złapała w pięść zapach ziemi rozgrzanej i żyjącej...