*** (7)
Po nogach zwieszonych z okna
Wiją się pnącza cieni z pączkami nocy
Z liśćmi zmierzchu i świtu...
Po nogach w kałuży zamoczonych
Wspina się światła tlący się robak
I ciągnie za sobą dziwny księżyca dar...
Dziecko co bało się dotąd pukania deszczu
Tego dzikiego gościa na koniu i z batem
Przyjmie nieśmiało od niego – Czarnego Kota...
Na dach wbiegnie, gdzie w kształtu dymie
Twór lęku wiecznie nieznany czekał...
Teraz jak za zaufanym przyjacielem
Po rynnie bezgłośnie na ulicę zjechał
I cicho biegnąc w głębię czaru wyżłobioną
Stawał się postacią szczęśliwie szaloną...
Ale czy patrzył wtedy przed siebie
Oczami małego dziecka, czy kota
Tego nie wie...